Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą język. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 lipca 2013

Krzaczki

Zanim przyjechałem na Tajwan, pisma z Dalekiego Wschodu mogłem podsumować jednym słowem - "krzaczki". O ile jeszcze dawałem radę odróżnić je na oko od południowoazjatyckich "robaczków" (de facto wiele gatunków robaczków dla różnych języków), to nie wiedziałem wiele więcej. Będąc na Tajwanie nie brałem co prawda lekcji chińskiego, ale to i owo poczytałem, dopytałem, usłyszałem i kwestia krzaczków stała się dużo jaśniejsza i ciekawsza.

Napisy spotykane na Tajwanie (obcojęzyczne przede wszystkim na opakowaniach) występują najczęściej w językach:
  • oczywiście - chińskim, w wydaniu tradycyjnym, czyli nieuproszczonym. To pismo jest używane na Tajwanie oraz m.in. w Hong Kongu, Makao i Kantonie, w odróżnieniu od ChRL, która wprowadziła w latach 50. wersję uproszczoną. Celem było łatwiejsze pisanie i zapamiętywanie znaków, a przez to zmniejszenie analfabetyzmu. Pismo chińskie powstawało jako kaligrafowane pędzlem - obecne znaki składają się z prostych, czasem jedynie lekko wygiętych kresek. Jako że kaligrafia była uznawana za sztukę samą w sobie, Chińczycy uważali, że pismo powinno oddawać wyglądem ducha tekstu i osobowość piszącego, ważne były kształty liter i struktura całego tekstu, dobór pędzla, papieru i tuszu.

    三民主義,吾黨所宗;
    以建民國,以進大同。

    Pierwsze dwa wersy hymnu Tajwanu w tradycyjnej wersji pisma
    三民主,吾所宗;
    以建民,以大同。

    To samo w wersji uproszczonej

    Znaki potrafią być bardzo proste: , , , ale też bardzo rozbudowane: , ,
  • japońskim. Sprytni Japończycy poznali wieki temu pismo chińskie i zaczęli używać tych samych symboli do zapisu własnych słów. Trochę znaków dodali od siebie, trochę na własną rękę uprościli, ale ogólnie rzecz biorąc japońskie kanji to chińskie hanzi - pismo Hanów (głównej grupy etnicznej w Chinach). Stanowi ono podstawę języka - rzeczowników, czasowników i nazw własnych. Ale, aby ułatwić sprawę krzaczkowym ignorantom, a zapewne utrudnić tym, którzy naprawdę chcą się nauczyć języka, Japończycy mają jeszcze dwa dodatkowe rodzaje pisma, hiragana (zaokrąglone zawijaski) i katakana (kanciaste zawijaski), w których jeden symbol odpowiada z grubsza sylabie. Hiragana jest używana m. in. do zaznaczenia odmiany czasowników czy zapisu przysłówków, stąd w jednej wypowiedzi znajdziemy wymieszane znaki kanji i kana. A ponieważ oba pisma kana składają się z prostych znaków, wyraźnie różnych od kanji, to na pierwszy rzut oka da się rozpoznać, że napis jest po japońsku.

    古池蛙飛
    Haiku zapisane z użyciem kanji i hiragany
    ふるいけやかわずとびこむみずのおと
    To samo, zapisane w całości hiraganą, której można używać do zapisu znaków kanji

    Dla ciekawych, tłumaczenie Czesława Miłosza:
    Stara sadzawka,
    Żaba - skok -
    Plusk.
  • koreańskim. To zupełnie inna bajka, ale dla porządku warto tu wspomnieć. Koreański hangul jest alfabetem, czyli znaki reprezentują litery. Napisy rozpoznawalne są od razu - małe, łamane pod prostym kątem kreski i często występujące kółka. Żeby było ciekawie, litery nie stoją jedna za drugą, ale są układane w blokach, sylabami.
    Słowo "hangul"
    한글
    z podziałem na litery:


    낮에는 따사로운 인간적인 여자
    커피 한잔의 여유를 아는 품격 있는 여자

    Pierwsze dwa wersy 강남스타일, czyli "Gangnam Style" 

Z taką dawką wiedzy pozostaje już tylko nauczyć się czytać kilka chińskich krzaczków:


piątek, 22 lutego 2013

Niby znam słowa, ale co to za język?

Jednym z największych moich zmartwień dotyczących przeniesienia się na azjatycką stronę globu była bariera językowa. Chiński jest niesamowicie trudnym językiem, a pisowni nie trzeba nawet komentować. Dlatego też wspólnie z Eweliną zdecydowałyśmy, że należy zaznajomić się przynajmniej z brzemieniem tego, co wkrótce będzie nas otaczać ze wszystkich stron. Skorzystałyśmy z krótkiego kursu organizowanego przez AIESEC i prowadzonego przez native speakera prosto z Pekinu, o wybitnie chińsko brzmiącym imieniu Antonio ;) Btw, bardzo polecam te kursy ze względu na możliwość liźnięcia języka i poznania ciekawych ludzi. Opłata jest żadna, a my np. wygrałyśmy jeszcze wycieczkę do Budapesztu w ramach tego, że jedna "zaprosiła" drugą do uczestnictwa w lekcjach. Dwa miesiące nauki języka są lepsze niż nic, a to, czego się nauczyłyśmy, naprawdę pozwoliło nam się lepiej ogarnąć na miejscu i odnaleźć na lekcjach chińskiego na uniwerku.
Dwa razy w tygodniu miałam więc przyjemność przebywać w grupie pięciu śmiałków z Chińczykiem, który prowadził lekcje z żelazną dyscypliną. Nauki nie ułatwiał nam fakt, że przez pierwsze kilka spotkań mieliśmy poważne trudności ze zrozumieniem tego, co mówi... po angielsku. Chłopak miał niesamowicie silny akcent i oddzielał każdą sylabę. Na Tajwanie młodzi ludzie raczej znają angielski, ale mają duże opory żeby go używać. Niektórzy mówią bardzo dobrze z silnym amerykańskim zaśpiewem, ale większość mówi w zupełnie inny sposób, niż ten który znamy. Nawet jeśli przebywali długo za granicą i mówią płynnie, trzeba bardzo koncentrować się na ich wypowiedzi. Szczególnie odczuwalne było to na pierwszych wykładach. O ile też Tajwańczycy potrafią mówić po angielsku, to kompletnie nie potrafią czytać. To znaczy, kiedy czytają coś np. ze slajdu na prezentacji, jest to często zupełnie coś innego, niż mają napisane. Jednak po jakimś czasie, jak wiadomo, przyzwyczajamy się do czyjejś wymowy i jest łatwiej. Nic nie opisze poziomu naszego szczęścia, gdy okazało się, że nasza nauczycielka chińskiego na kursie uniwersyteckim mówi wręcz rewelacyjnie. Co ciekawe, same nigdy nie miałyśmy szczególnych problemów z byciem zrozumianymi, przynajmniej ze względu na akcent.
W chińskim są cztery tony. Każda sylaba może więc być artykułowana na cztery sposoby i wtedy oznacza zupełnie co innego. Każdy pojedynczy znak ma jakieś znaczenie, ale kilka znaków zestawionych razem to sylaby nowego słowa o innym znaczeniu. Wbrew pozorom jest to język głośny, "krzyczany". W związku z tym, że ton nie zależy do końca od nastroju rozmówcy, czasem można mieć błędne wrażenie co do jego wypowiedzi. Nasza nauczycielka ma np. w zwyczaju stawać przed studentem prawie stykając się z nim nosem i krzyczeć 50 razy jakiś ton, pytając czy słyszy różnicę.
Nauka chińskiego sprawiła, że z potoku wypowiedzi mogę wyłapać jakieś słowa, a nawet stwierdzić, czy jest to chiński, czy nie. Na razie mój zasób słownictwa ogranicza się do pytania o cenę, pozdrawiania i nazw jedzenia. Zaczynanie rozmowy po chińsku jest nieco zwodnicze, bo wówczas ludzie myślą, że rozumiemy wszystko i zalewają nas strumieniem słów. Dlatego długa droga przede mną. Teraz mogę tylko przedrzeźniać kolegę z laboratorium, który kończy każdą rozmowę telefoniczną mówiąc: "hał hał, sie sie, bye bye" , a w zasadzie hao hao, xie xie, bai bai (wg pinjin) (dobrze, dziękuję, do widzenia) :)