środa, 13 lutego 2013

Sheet masks

Najbardziej popularną formą maseczek do twarzy na Tajwanie są tak zwane sheet masks, czyli materiałowe maseczki nasączone substancjami o rozmaitym działaniu. Ich wybór jest ogromny, a kolorowe opakowania przyprawiają o zawrót głowy. Sposób użycia jest bardzo prosty. Nakładamy maseczkę na oczyszczoną twarz, a po 15-20 minutach zmywamy lub wklepujemy pozostałość w skórę i zostawiamy na przykład na noc. Jest to bardzo dobry sposób nawilżania skóry, szczególnie po saunie.
Najczęściej możemy kupić maski takich firm jak: My Beauty Diary, Beauty Buffet, Face Q, Kissui, Skin Food. Do moich ulubionych należą te z witaminą C i algami. Mają lekką konsystencję, co jest szczególnie ważne podczas upałów.
Sheet masks przydatne bywają szczególnie przed wielkim wyjściem :)

niedziela, 10 lutego 2013

Zachodnie Tajpej - Quingshui Temple

Poprzednia część: Biuro Prezydenta

Skierowaliśmy się prostą drogą na zachód, do najstarszej dzielnicy Tajpej - Wanhua. Uliczki zaczęły się robić coraz węższe, przeszklone wystawy ustąpiły sklepikom i knajpkom o równie tajemniczym wnętrzu co wątpliwym poziomie higieny. Po jakichś dwudziestu minutach marszu z mapą na kartce w ręku stwierdziliśmy, że nasz następny przystanek powinien być "gdzieś tu". Wokół rozłożone kramy, akurat zaczyna się pora lunchowa, skutery śmigają, a my im bardziej się rozglądamy tym bardziej nigdzie nie widać świątyni. W końcu, wciśnięta między bazarowe budy, odnalazła się - Świątynia Quingshui.




Wybudowana w 1787 r., przenosi w zupełnie inny świat od otaczającego miasta. Jest cicho, spokojnie, sennie snuje się dym z kadzideł.
 Figury same zdają się drzemać w dobrotliwej błogości.

Po lewej stronie każdej świątyni wisi bęben, a po prawej - dzwon.



sobota, 9 lutego 2013

Happy Chinese New Year!

Niewyobrażalnym jest dla nas, że istnieją takie miejsca na świecie, gdzie ktoś nie celebruje Bożego Narodzenia. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że już od początku listopada wszystkie media atakują nas choinkami, aniołkami, gwiazdkami, wszędzie grają kolędy. Musimy myśleć o prezentach, spotkaniach rodzinnych, szykowaniu tradycyjnych potraw i pokoju na świecie. Składamy sobie życzenia, wysyłamy kartki, dzielimy się opłatkiem. Jest to dla nas równie naturalne, jak to, że po jesieni przychodzi zima...
Są ludzie, którzy również lubią świąteczne ozdoby, ale nigdy nie widzieli śniegu, nie ubierali choinki, nie siedzieli pod kocykiem przy kominku popijając grzane wino. 25go grudnia idą do pracy i nie widzą w tym nic dziwnego. Kupują sobie prezenty i zabierają dziewczynę do knajpy. Jednocześnie nie mają nawet pojęcia dlaczego celebruje się gwiazdkę i że dla kogoś może być to święto religijne. Nie są to istoty z Marsa, tylko Tajwańczycy.
Największym świętem, które obchodzone jest w Azji jest Chiński Nowy Rok. Z tej okazji wszyscy mają tydzień wolnego, a miasta przystrojone są złoto-czerwoną mieszanką ozdób. Niezłym źródłem informacji na temat obchodów Nowego Roku jest angielska wiki.
Do najważniejszych zwyczajów świątecznych należą spotkania z rodziną - w określonej kolejności, w kolejnych dniach świąt, obdarowywanie się owocami, a najmłodszych - pieniędzmi, koniecznie w czerwonej kopercie (rola dziadków), wieszanie na drzwiach naklejek w kształcie rombów przywołujących szczęście. Napisy są do góry nogami, gdyż chińskie słowo "dao" (dosłownie: do góry nogami) oznacza również "przyjdź", więc jest to ukryte przesłanie. Dobrze jest też zamknąć wszystkie swoje sprawy do końca starego roku i przeprowadzić generalne porządki, wyganiające złe duchy. Do wigilii należy zasiąść w nowym, nienoszonym wcześniej ubraniu. Niektórzy nie gaszą światła przez całe pięć dni Nowego Roku, żeby odstraszyć złe moce. Wszystko to ma zapewnić szczęście i dostatek w nadchodzącym roku, czego wszystkim Wam życzymy!










Szczęśliwego Roku Węża!

środa, 6 lutego 2013

Bezdieta Państwa Ha

Jednym z najczęściej zadawanych przez wszystkich pytań było jak radzimy sobie z jedzeniem. Jest to zrozumiałe zważywszy na to, że miejscowa dieta jest tak odmienna od naszej, a niemal jedynym skojarzeniem na ten temat jest "kuciak w ciecie", czyli budki z żywnością orientalną. Rzeczywistość jest oczywiście nieco inna. To co najbardziej rzuca się w oczy, to jedzenie wszystkich posiłków na ciepło i unikanie surowizny. Podobno jest to sekret wiecznej młodości Azjatów, tak samo jak kilka innych rzeczy wspomnianych poniżej.
Śniadanie powinno być podstawą każdego dnia. Okazuje się ono najbardziej problematyczne, gdyż z przyzwyczajenia każdy szuka czegoś "na kanapkę". Nie znajdziemy tu ciemnego chleba, pełnego zdrowych ziaren, czy pestek. Większość pieczywa to słodkie bułki, na ogół z nadzieniem o słodkawym posmaku np. z czarnej fasoli. Bardzo smaczne, ale nie pożywne. Nawet bułka z kiełbasą jest ze słodkiego ciasta (sama kiełbasa też jest słodka). Chlebek przypomina raczej ciasto drożdżowe. W akcie desperacji można zaopatrzyć się w pieczywo tostowe lub bagietkę. Niestety tą drugą następnego dnia po kupieniu można tylko kogoś zabić. Nie ma tu żadnego sera białego, żółty to tylko "american cheese", czyli seropodobny topiony, którego nie cierpię. Jest kiepskiej jakości i bardzo drogi. Masełka też nie ma. O wędlinie można zapomnieć, chyba, że interesuje kogoś mielonka made in USA o kolorze czerwonej plakatówki. Tak, nie jest lekko. Śniadaniową podstawą żywieniową są więc płatki i banany. Płatki sprzedawane są w kartonowych pudełkach, w których znajdziemy porcje w foliowych torebkach. Na ogół zawierają też mleko w proszku, czasem z dodatkiem orzechów, pudru z fasoli, taro lub migdałów. Mleko krowie nie jest bardzo popularne. Miejscowi wybierają raczej mleko sojowe lub ryżowe. Istnieje przekonanie, że mleko krowie zawiera dużo hormonów, które niekorzystnie pływają zwłaszcza na cerę. Na ulicznych straganach i w uczelnianych kafeteriach można kupić oczywiście porcję ryżu z dodatkami, ale także bułki gotowane na parze (bao zi) - z nadzieniem słonym lub słodkim i omlety lub naleśniki z mąki ryżowej z jajecznicą, warzywami lub mięsem.
Ci, którzy znają mnie lepiej wiedzą, że na ogół Adam dostaje pudełkową wyprawkę do pracy (czasem ja też dostaję od niego, żeby nie było) - obiad i drugie śniadanie w postaci sałatki, tarty lub jogurtu i owoców. Tak funkcjonuje wiele domów, które znam. Tutaj jest to raczej niewykonalne, gdyż przede wszystkim nie możemy nawet znaleźć produktów, z których można by zrobić ulubione dania. Przykład? Niedawno naszła mnie ochota na zrobienie pieczeni. Mr. Ha zareagował entuzjastycznie: "Pieczeń ze śliwką i w winie, mmm." Napotkaliśmy jednak kilka drobnych przeszkód.
Nigdzie nie widziałam mięsa sprzedawanego w kawałku. Nawet w markecie mięso na tackach jest rozdrobnione, czyli przystosowane do jedzenia pałeczkami.
Śliwki suszone pewnie byśmy znaleźli, choć prędzej byłoby to mango lub guawa. Nieważne.
Nie mamy naczynia. Cóż, z tym akurat nie ma problemów, można kupić.
Nie mamy piekarnika... Nici z pieczeni.
Tak, tak w związku z tym, że Tajwańczycy nie mają w ogóle zwyczaju gotowania w domu pod hasłem "kuchnia" kryje się jeden palnik i wyciąg. Całe rodziny wychodzą do knajp, a dzieci dostają kieszonkowe na jedzenie w szkole. Dla mnie jest w tym coś bardzo smutnego, ale tak jest.

Na Tajwanie nie ma pojęcia drugiego śniadania, za to lunch to rzecz święta. Ustawowo dzień pracy ma 9 godzin, jednak godzina przeznaczona jest na lunch i drzemkę. Wiele razy widziałam pogaszone światła w biurach i śpiących pod kocykami pracowników. W porze lunchu mamy szeroki wybór zestawów obiadowych. Wszystko jest smaczne, świeże i relatywnie tanie. Typowy zestaw to: mięso w sosie + ryż + 3 rodzaje warzyw, przynajmniej sparzonych. (To można jeść surowe warzywa?! Surówek brak).
Przynajmniej mamy sezon na truskawki :)

Kuleczki ziemniaczane z owocami morza


Fish ball soup




Suszone glony i kalmary

Ciasteczka księżycowe

piątek, 1 lutego 2013

Photo session & autopromotion


Niedawno miałam okazję wziąć udział w sesji zdjęciowej reklamującej mój  wydział. Pomysłodawcą był mój drugi ulubiony polski profesor - kwantowiec. Stwierdził on, że potrzebuje pokazać ładną mieszankę kolorowych ludzi. Zdjęcia mają być wykorzystane w plakatach zachęcających europejskich studentów do podjęcia studiów na drugim końcu świata. Będą one wysyłane głównie do chemicznych wydziałów uniwersytetów, ale nie tylko. Na ostateczny rezultat tego przedsięwzięcia będziemy jednak musieli jeszcze poczekać parę tygodni.
Sesja odbyła się na terenie kampusu i w kilku laboratoriach, ale niestety nie w naszym. Przenieśliśmy się w bardziej atrakcyjne wizualnie otoczenie sprzętu do spektroskopii. Było przy tym dużo śmiechu i zabawy. Dzień był bardzo zimny i wietrzny, dlatego później wszyscy udaliśmy się na gorącą kawę i wymyślaliśmy hasła reklamowe. Do moich ulubionych mogę zaliczyć: "Be different, go east!" lub "Fall in love in Asia!".
A co zachęciłoby Was, żeby studiować na Tajwanie?