sobota, 10 sierpnia 2013

Jutro o tej porze


Night market

Night market jest tajwańską specjalnością obejmującą zwykle stragany i sklepiki rozłożone wzdłuż kilku sąsiadujących ze sobą ulic. Wszystko otwiera się pod wieczór, przede wszystkim ze względu na warunki klimatyczne i na popyt. Kramiki oferują głównie jedzenie, ale także ubrania, figurki i gadżety - breloczki, wszelkiego rodzaju etui, torebki, kosmetyki i wyroby papiernicze.

Do najbardziej znanych potraw należą:

stinky tofu (chou doufu) - jest to rodzaj fast-food`u, w którym sami wybieramy składniki (wrzucając je szczypcami do koszyczka), które zostają później usmażone w głębokim tłuszczu z dodatkiem liści zwanych przeze mnie liśćmi z drzewa - jest to bliżej niezidentyfikowany gatunek, nadający jedzeniu charakterystyczny smak. Cała mieszanka jest posmarowana sosem i posypana mieszanką pikantnych przypraw. Do wyboru mamy oczywiście tofu, które usmażone wydziela szczególny zapach roznoszący się po całej okolicy, kurczaka, kalmary, warzywa, bułeczki ryżowe, podroby, ryż kleisty w bloczkach. Jak zażyczymy sobie kotleta lub inne mięso w kawałku, to zostanie ono potem rozdrobione nożyczkami. Wszystko przekładane jest do papierowych torebek i zajadane drewnianymi patyczkami.

oyster omlette (ô-á-chian) - jak sama nazwa wskazuje omlet z ostrygami, z dodatkiem kapusty, podawany z brązowym  sosem

coffin bread (guancai ban) - to spora pajda białego chleba usmażona w głębokim tłuszczu, przekrojona w taki sposób żeby utworzyć "trumienne" wieczko; środek wypełniony jest owocami morza i warzywami zalanymi masą jajeczną

pierożki na parze lub smażone (dumplings, xiaolongbao) z wieloma rodzajami nadzienia, z mięsem, seafood`owe lub jarskie

rice dumplings (zongzi) to mieszanka kleistego ryżu z mięsem, krewetkami, orzechami zawinięta w bambusowe lub trzcinowe liście i gotowana na parze, podawana z ostrym sosem

takoyaki czyli kulki z ciasta przypominającego naleśnikowe z owocami morza i kapustą, podawane ze słodko-słonym sosem, majonezem, czasem wasabi  i posypane wiórkami rybnymi

kalmary, rozmaite kiełbaski na patyku, soki, napoje mleczne i herbata.

Night markety są w wielu miejscach, w miastach i koło punktów turystycznych. Największym z nich jest Shilin w Taipei.

Takoyaki

Rice dumplings


Shilin - klimatyzowana część w podziemiach

Teppanyaki




Coffin bread




Stinky tofu stand

niedziela, 4 sierpnia 2013

Pucu pucu, myju myju

W Azji przykłada się bardzo dużą wagę do oczyszczania twarzy i do ochrony przeciwsłonecznej, które mają przyczynić się do zachowania wiecznej młodości. Mycie możemy podzielić na trzy etapy - demakijaż, cleaning - czyszczenie i washing - mycie. Oto zestaw, którego używam w ostatnim czasie.
Super point make up remover Kose - radzi sobie nawet z najtrwalszym makijażem, ale niestety trochę szczypie w oczy.
Easy Soft make up remover Sexy Look - bardzo dobrze radzi sobie z makijażem niewodoodpornym i zmywaniem całej twarzy, może służyć jako tonik. Głównymi jego składnikami są kwas hialuronowy, kolagen i wyciąg z ogórka.
Olejek oczyszczający Hada Labo z oliwą z oliwek i olejkiem jojoba, a także śladową ilością hialuronianu sodu.
Lemon Tea Salt Mask Foam Skin Food to żel do mycia z sokiem z cytryny i kryształkami soli. Można go sobie potrzymać trochę dłużej na twarzy jako maseczkę.
Tea Tree Seed Foam Cleanser Tony Moly po tubie widać kto używa i jest bardzo zadowolony. Żel pięknie pachnie, ale mi zrobił masakrę z twarzą, prawdopodobnie ze względu na dużą zawartość kwasu stearynowego.
Ostatnie zdjęcie to nowy wodoodporny filtr Skin Food z wyciągiem z jabłka. Może wydawać się nieco toporny, ale ładnie się wchłania i pozostaje na miejscu przez cały dzień. Wielki plus za zapach.
W sąsiedztwie kremu są próbki, które dostałam przy okazji zakupów. W każdym kartoniku są dwie miniaturki produktów. Pewnie w tym momencie każdy myśli sobie, że jak sprzedawczynie widzą takiego odmieńca jak ja, to sypią gratisami jak z rękawa. Nic bardziej mylnego, ale trzeba się nauczyć prosić i wtedy jest spora szansa na coś ładnego.

 



czwartek, 1 sierpnia 2013

Tajpej 101

Trudno, żeby swego (niedawnego) czasu najwyższy budynek świata nie przewijał się już kilka razy przez nasze posty, ale jak do tej pory nie udało nam się wybrać na górę. Nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami wjeżdżania na najwyższą budowlę w okolicy i patrzenia na klocki i mróweczki w dole, ale z drugiej strony siedzieć tyle na Tajwanie i ani razu nie być na Tajpej 101 to trochę wstyd. Doczekaliśmy więc wreszcie ładnej pogody (zaraz po tajfunie) i pojechaliśmy do stolicy.

Tłumów zwykle nie ma, ale tym razem było wyjątkowo pusto. Pierwsze pięć pięter to centrum handlowe z dość luksusowymi sklepami. Mieści się nie w samej wieży, a w budynku przylegającym do niej. Z piątego piętra wjeżdża się do kas (500 NTD za dorosłego) już w części "wieżowej".



Bilety na wjazd są numerowane i należy się załapać w swoje okienko czasowe. Nam na szczęście udało się dostać do windy z marszu. 37 sekund z maksymalną prędkością 1010 m/min. i już jesteśmy prawie 400 m wyżej.


Na 89. piętrze jest oszklony taras widokowy. Podobno świetne miejsce na imprezy ślubne ;) Widok tajwański - betonowe klocki i piękne, zielone góry.



Pozdrawiamy panów myjących szyby!

Dwa piętra wyżej jest otwarty taras widokowy, niestety tego dnia był czynny tylko jego mały wycinek na jedną stronę.



Z kolei na 88. piętrze można obejrzeć z bliska stabilizator wieżowca - pomalowany na złoto, stalowy tłumik drgań harmonicznych, dzięki któremu Tajpej 101 przeciwstawia się uderzeniom tajfunów i trzęsieniom ziemi. Tłumik, pod nazwą damper baby, stał się maskotką całej budowli.

Damper-tata i damper-dzidzia

Całe szczęście jest napis, inaczej wyszlibyśmy bez zdjęcia

Dzidzie są w różnych kolorach (jeden tata, różne mamy?)

Po pożegnaniu ze stabilizatorem można się jeszcze obkupić w piękne tajwańskie rzeźby z koralu w okazyjnej cenie kilkuset tysięcy - kilkudziesięciu milionów NTD.





poniedziałek, 29 lipca 2013

Circle lens

Nie jest tajemnicą, że Azjaci mają czarne i na ogół niezbyt duże oczy. Świat jest już tak urządzony że jak natura obdarzyła nas jakąś cechą, to automatycznie chcemy mieć coś innego, często jeszcze przeciwnego. Jak mamy proste włosy, to chcemy kręcone, jak mamy jasną karnację to chcemy ciemną i na odwrót. Najlepiej jeszcze żeby efekt był trwały, ale odwracalny i żeby był widoczny natychmiast. ;]
Na Tajwanie prawie wszyscy młodzi ludzie mają wadę wzroku wymagającą korekty. Salony optyczne są na każdym kroku, a wybór oprawek i soczewek kontaktowych jest niesamowity. Bardziej popularne od zwykłych soczewek korekcyjnych są szkła kolorowe. Noszą je i dziewczyny i faceci. Możemy sobie zakupić szkła w wielu kolorach, fakturach, we wzorki, z efektem "glow". Dostępne są we wszystkich odmianach od jednodniowych po miesięczne. Sklepy nie wymagają recepty, ale jak zwykle przy takich okazjach należy zachować zasady zdrowego rozsądku i uważać na przykład na promień krzywizny. Ja najbardziej lubię soczewki typu ring, czyli takie gdzie kolor skoncentrowany jest na zewnątrz tęczówki i stopniowo zanika ku środkowi, a przestrzeń na źrenicę jest dosyć szeroka. Takie soczewki nieźle podkreślają spojrzenie, jeśli zastosujemy troszkę makijażu. Przy jego całkowitym braku dają nieco demoniczny, sztuczny efekt.





niedziela, 28 lipca 2013

Hot spots, hot springs

Jedną z atrakcji, jaką możemy sobie zafundować na Tajwanie jest wizyta w gorących źródłach. Jako że wyspa posiada dużo terenów górzystych i jest aktywna sejsmicznie, warunki są znakomite. Możemy skorzystać z przybytków publicznych lub prywatnych. W publicznych baseny są na zewnątrz i możemy wybierać między kilkoma sadzawkami o różnej temperaturze. Miejsca te są koedukacyjne i bardzo oblegane, obowiązują stroje kąpielowe. Jednym z najbardziej popularnych miejsc tego typu jest Beitou - dzielnica Taipei. Znajdziemy tam sporo prywatnych obiektów, hoteli i spa. Zalecana jest wcześniejsza rezerwacja miejsc. W weekend wejście prosto z marszu jest raczej niemożliwe.
Nam najbardziej spodobał się styl obiektu w górskim Neiwan, do którego można łatwo dotrzeć pociągiem. Miejsce jest na uboczu i nie wymaga rezerwacji. Prywatne źródło to a`la pokój hotelowy z kamienną wanną, prysznicem i toaletą. Temperaturę ustalamy sobie sami, w zależności od upodobań. W pokoju znajdziemy zestaw mini-kosmetyków i napoje. Przyćmione światło i cichutka muzyka wprawiają w nastrój relaksu. My zaopatrzyliśmy się wcześniej w miejscowe smakołyki i oddaliśmy błogiemu lenistwu.